
Dwa tygodnie przerwy w motocyklowych wypadach i to tylko z powodu pogody. Padało, wiało i zimno było. Pewnie cześć Polski dotknięta suszą nie uwierzy, ale na północy po fali szalonych upałów, przyszła iście październikowa pogoda. Brrrrr ! Były wstępne plany na poprzedni weekend, ale nie dało ich się zrealizować z powodu jak wyżej.
Jest pogoda, jest cel, jest chęć - trzeba realizować marzenia. Przed 7 jest już w trasie. Jadę do znajomych, którzy wypoczywają na Bukowcu, na poranną kawę. Jakieś 150 km śmigając S7-ką. Może sama trasa nudna, ale chodziło mi żeby jak najszybciej dotrzeć na miejsce, aby później mieć jeszcze trochę czasu na swobodne kręcenie kilometrów po bocznych drogach jadąc już w kierunku domu.

Zapewne część z Was widziała film z Travoltą "Gang Dzikich Wieprzy" - jedna ze scen pokazuje zderzenie motocyklisty z ptakiem. Taki gag sytuacyjny. Nigdy nie przypuszczałem, że w realu spotka mnie podobna przygoda. Na wysokości Straszyna, jadąc ponad 100 km/h (zgodnie z przepisami było :) ! ) wpadłem wprost w stadko krążących jaskółek no i ... dostałem "z ptaka". Tak, tak, wprost w zamkniętą (całe szczęście) szybę mojego wizjera przyrżnęła biedna ptaszyna ... szok, bo zaskok był kompletny. Mnie oprócz ułamka sekundy strachu nic się nie stało, ale obawiam się, że ptaszyna raczej nie otrząsnęła się z tego spotkania i podejrzewam, że mam ją po prostu na sumieniu :(.

Znajomi dobrą poranną kawą poczęstowali, zamieniliśmy kilka zdań i czas się było żegnać. Dziękuję z mile spędzony czas. Posiedziałbym dłużej ale ja jutro do pracy, a chciałem jeszcze zrealizować jeszcze jeden cel wycieczki. Ale oczywiście nie tak "po prostej" - tak miło jest przecież poskładać się w zakręty. Niespiesznie, nikt mnie przecież nie goni. Pogoda wspaniała, widoki niezapomniane. Chce się żyć. Chce się więcej.
W zeszłym roku oglądałem ruiny wiatraka typu "holender" w Pużycach koło Lęborka (
wpis - 02 września 2018) i wyczytałem, że podobna konstrukcja (ale w dużo lepszym stanie) jest w pobliżu miejscowości Ankamaty. Czytałem to i zobaczyć na własne oczy chciałem. No i zobaczyłem. Przedzierałem się po wertepach przez jakąś kopalnię żwiru, a jak później się okazało można było dojechać fajną asfaltową drogą nieomal pod sam obiekt. Krótka wspinaczka na wzniesienie przez krzaki i wysoką to pasa trawę i jestem na miejscu. Widok ze wzgórza iście sielsko-idylliczny - prawie jak na tapetę do Windows'a. Fajne, klimatyczne miejsce.