 |
A jednak udało się. Czas pozwolił, pogoda dopisała, los sprzyjał. Ruszyliśmy na odłożony w zeszłym tygodniu kilkugodzinny wypad w okolice Kwidzyna i Elbląga. Spotkaliśmy się w Korzeniewie w miejscu gdzie dawniej kursował prom prze Wisłę i znajdował się port rzeczny.
Na szczycie wału okalającego dawny basen portowy znajduje się budynek bosmanatu, który obecnie wykorzystywany jest w niedzielne poranki jako kaplica - tak przynajmniej głosi napis przy drzwiach i krzyż usytuowany od strony Wisły. Krótka chwila przerwy i ruszamy dalej - prosto do Piekła. No może niezupełnie tak od razu się tam wybieramy, bo przecież przed nami jeszcze ciekawy i co najważniejsze kręty odcinek drogi biegnącej wzdłuż rzeki. Korzystając z okazji zbaczamy nieco z trasy i podjeżdżamy do miejsca skąd widać górujący na wzgórzu zamek w Gniewie. Ostatnie kilometry, to wąska nitka asfaltu wijącego się u podstawy wału przeciwpowodziowego od strony lądu. Parkujemy przy śluzie w Białej Górze. W drugiej połowie XIX wieku powstał w tym miejscu okazały obiekt hydrotechniczny łączący Nogat z Wisłą. Naprawdę warto zatrzymać się tutaj na dłuższy postój i obejrzeć szczegóły tego zabytku. Duże wrażenie robią oznaczenia najwyższych zanotowanych stanów wód - nawet +6 metrów od stanu średniego. Mało brakowało, aby woda przelała się przez koronę śluzy. Z parkingu przy śluzie już tylko 3 km do ... Piekła. Wpadliśmy tam na chwilę, żeby pamiątkowe zdjęcie przy słynnym napisie zrobić. Trochę trąci tu "końcem świata" - dzisiaj była piękna słoneczna pogoda, ale jak wygląda okolica w listopadowy, deszczowy i wietrzny dzień to strach myśleć. Zawracamy. Przed nami około 60 km do pochylni "Buczyniec" na Kanale Elbląskim. Fajna, spokojna, kręta trasa za wyjątkiem 6-cio kilometrowego odcinka specjalnego. Całe szczęście, że nie jadę tak jak zaplanowałem na cruzerze - odcinek szyjny mojego kręgosłupa przebiłby górne sklepienie czaszki. Koszmarna nawierzchnia.
Dzisiaj pierwszy dzień "odmrożenia epidemicznego" i ... całkiem niezły tłumek ludzi. Kursują już stateczki wycieczkowe. Jutro startuje oficjalnie sezon, więc dzisiaj jeszcze kawy nie można było nigdzie kupić :(. Czas wracać - ostatnie tankowanie w Pasłęku. Kawa, cygarko, plany na następny wyjazd i ... żegnamy się. Michał i Andrzej wracają wprost na S7, a ja z Olkiem "opłotkami" jadę do Elbląga. Tam my niestety też wjeżdżamy na S7 i "jadąc z prądem" wracamy do domu. Trochę żal, że jedziemy w tłumie innych pojazdów - następnym razem skorzystamy ze starej 7-ki. Biegnie prawie równolegle do nowej trasy, ale przyjemność z jazdy byłaby zdecydowanie większa. 365 kilometrów na koło nakręciłem.
|