|
Dobra passa trwa. Kolejny weekend i kolejny dzień spędzony na siodełku. Tak się składa, że ponownie jadę w kierunku wschodnim. Tym razem w okolice Jeziorka. Jak zwykle prognoza pogody nieco rozmija się z rzeczywistością. Miały być upały, a ja startuję około 08:00 w gęstej, mokrej mgle. Założyłem kombinezon i integrala - tak na wszelki wypadek, w razie deszczu. Już jednak żałuję, że wypiąłem podpinkę z kurtki. Jadę na umówione miejsce spotkania z Andrzejem - zjazd "Swarożyn" na autostradzie A1.
Obwodowa dosłownie tonie we mgle. Praktycznie nie da się jechać prędzej niż 80-90 km/h - widoczność 100-150 metrów. Doceniłem zalety kombinezonu. Chłód, chłodem, ale mgła zaczęła się materializować i grubymi kroplami zaczęła osiadać na przedzierające się przez to mleko pojazdy. Już na wysokości Pruszcza Gdańskiego sytuacja znacząco się poprawia i dojeżdżam do Swarożyna - praktycznie jestem już suchy. Andrzej punktualnie dojeżdża i ruszamy do Siemian przez Malbork i Dzierzgoń. Lubię tę trasę - mały ruch, przyzwoita nawierzchnia, trochę zakrętów. Dojeżdżamy do Siemian - tutaj prognoza pogody spełnia się w pełni. Słońce w ścisłej współpracy z czarnymi kombinezonami robi swoje - jak się zatrzymasz, to od razu wiesz po co ewolucja zakończyła plecy wyprofilowaną bruzdą .... Tak tutaj czuje się już klimat wakacyjnej beztroski - marina pełna, błękitne niebo, w ogródkach przy knajpkach trudno znaleźć wolne miejsce. Trochę w trasie już jesteśmy, więc czas na małe co nie co. Śniadanko "U Dzidka" (trochę spóźnione, bo za chwilę południe) - klasyczna pyszna jajecznica, herbata, miła obsługa ... żyć się chce. Krótka wizyta na kei - może będziemy mieli szczęście i spotkamy naszego kolegę Adama, który lubi w tym miejscu cumować. Niestety nie było nam dane się spotkać. Ruszamy dalej. Przy okazji przejeżdżamy przez Jerzwałd i zatrzymujemy się na chwilę przed domem w którym żył i tworzył Zbigniew Nienacki ("Pan Samochodzik", "Raz w roku w Skiroławkach" ...). Po drodze śluza w Miłomłynie. Pamiętam ten obiekt sprzed 30 lat - Unia sypnęła gotówką i efekt jest. Naprawdę ten zabytek hydrotechniki zyskał nowe życie.
 
Kierunek Olsztyn, a właściwie Ługwałd - wpadliśmy z krótką wizytą do Wieśka i Małgosi - dziękujemy. Godziny jazdy i przejechane kilometry robią swoje - nawet niespecjalnie chce nam się siadać - trzeba trochę dotlenić te "udeptane" mięśnie. Przed nami droga powrotna - jedziemy przez Ornetę i Pasłęk. Ostatni postój na stacji Lotos przy S7 przed wjazdem do Gdańska. "Mięśnie" ponownie dają znać o sobie - nie można się skupić, a to w gęstniejącym ruchu nie sprzyja zachowaniu bezpieczeństwa. Rozjeżdżamy się z Andrzejem na wysokości Kowal. Do zobaczenia na kolejnej wycieczce. Dzisiaj pobiłem swój rekord dziennego przebiegu. Nakręciłem 480 km.
|