
Upał zdecydowanie odpuścił i chyba turyści również. Piękna pogoda na niedzielne kółeczko po znajomych okolicach. Decyzja co do konkretnego celu zapadła już w trakcie jazdy - jadę do Potęgowa, bo to miejsce skąd nie przywiozłem żadnej fotki ze względu na awarię aparatu. Specjalnie jechałem zdecydowanie bocznymi drogami, bo nocny deszcz sprawił, że ziemia dosłownie "odżyła" po kilku tygodniach upału i braku deszczu.
Przejazd przez las to kwintesencja zapachu wakacyjnych wspomnień. Ruch praktycznie tylko lokalny i do tego mocno ograniczony zapewne przez niedzielne "błogie lenistwo". A zatem czyściutki i pusty asfalt z mnóstwem zakrętów był prawie na moją wyłączność. Co najciekawsze - aż sam się zdziwiłem podsumowując dzisiejszy wypad - średnia prędkość była na poziomie 40 km/h. Dopiero to spostrzeżenie uzmysłowiło mi, że tak naprawdę to przez całą trasę chyba nawet nie wrzuciłem 5-tki. Po prostu "pyrkałem" dostojnie, smakując każdy kilometr ... Na wszelki wypadek, aby rozwiać wszelkie wątpliwości - wspomniana w tytule "setka", nie jest miarą pojemności, a jedynie przebiegiem jaki zrobiłem dzisiaj.