Tym co nas wyprzedzili nie musimy nic udowadniać, bo jazdą trzeba się cieszyć jak najdłużej.
piątek, 14 sierpnia 2020
Tytuł
Zgodnie ze sztuką - tak mi się przynajmniej wydaje - tytuł posta powinien oddawać jego główny temat, ale tym razem miałem wątpliwości. Czy bardziej skupić się na chwilach spędzonych razem ze znajomymi z lat młodości, czy raczej zmierzyć się z nowym doświadczeniem jakim była dla mnie nocna jazda motocyklem? Sądząc z treści rozmów wskazujących, że jest to już nie pierwszy spływ kajakowy jaki grupa moich znajomych spędzała razem na Łupawie i biwakuje własnie na tym samym polu namiotowym, można zaryzykować stwierdzenie, że mamy do czynienia ze swego rodzaju tradycją.Budującą ciekawostką jest to, że ludzie zjechali dosłownie z całego świata, bo życie jak to życie, pisząc różne scenariusze porozrzucało nas nie tylko po różnych krajach ale nawet po różnych kontynentach. Dojechałem do Łubienia raczej już bardzo późnym popołudniem z planem "dotknięcia" choć przez dosłownie kilka godzin tego dawnego klimatu wieczornych spotkań jakie były swego czasu także moim udziałem. Pogoda, humor, wspomnienia ... z niektórymi osobami nie widziałem się nawet kilkadziesiąt lat. ... Wszystko byłoby ok, gdyby nie ten nicpoń Czas, który uparł się że zrobi sobie sprint na setkę i pobije rekord świata w tempie upływu (czasu) siebie samego. W drogę powrotna wyjechałem z pewnym opóźnieniem do założonej godziny startu, bo przynajmniej jeszcze część trasy powrotnej chciałem przejechać przy minimalnym doświetleniu drogi przez słońce gasnące już za horyzontem. Tak jak należało się spodziewać moja Shadowka w kwestii wydajności reflektora to już dinozaur. Z chwilą kiedy zapadły kompletne ciemności to realny zasięg nawierzchni przed mną spadł dosłownie do kilkunastu metrów i nie chodzi tutaj o ustawienie reflektora, ale o jego wydajność. Równie dobrze mógłbym zainstalować lampę naftową i efekt byłby podobny. Nie pozostało nic innego jak radykalnie zredukować prędkość do poziomu 50-60 km/godz. - po prostu chciałem cały wrócić do domu. Nie mogę niestety powiedzieć tego o naszych owadzich braciach mniejszych, których całe chmary rozbijały się o szybę kasku i o moje policzki.