niedziela, 30 maja 2021

Z wizytą u Gottlieba Schmidta

W sumie to pierwszy nieco dalszy wyjazd w tym sezonie. Przeglądając zimową porą strony internetowe poszukiwałem ciekawych miejsc w bliższej i dalszej okolicy, bo przecież nie jeździmy na moto tylko po aby kilometry i winkle kręcić. Poza tym warto mieć cel wycieczki  i trochę niestandardowych informacji poznać. Byłem już w zeszłym sezonie w  okolicach Kwidzyna, ale przez myśl mi nie przeszło, że gdzieś z boku zostawiłem taki ciekawy okruch historii tej okolicy. Nie mam tutaj na myśli historycznego zamku na wschodnim brzegu Wisły górującego nad okolicą, a zdecydowanie mniej widoczny i trochę zapomniany obelisk wzniesiony na cześć pruskiego inspektora budowlanego, któremu leżące nad Wisłą miasta zawdzięczają ochronę przed powodziami.

Dzisiejszy start specjalnie opóźniłem, bo wczesnoporanne temperatury zdecydowanie nie zachęcały do jazdy pomimo królującemu na niebie słoneczku. Krótko mówiąc zimno !!! Trasa w znacznej części autostradowa, bo chciałem jak najszybciej dotrzeć na miejsce więc zbawienne dla uszu stopery zaordynowane zaraz przed bramkami wjazdowymi. Te stopery to naprawdę “diabelski” wynalazek - konstrukcja i materiał z którego są wykonane wygłuszają praktycznie tylko częstotliwości związane z łomotem wiatru jaki powstaje podczas szybkiej jazdy. Komfort jazdy nieoceniony.

Jestem na miejscu - okolice wsi Widlice. Bardzo ładnie przygotowane miejsce parkingowe, oznaczona ścieżka …. wszystko to nic. Najważniejszy jest widok jaki czeka na końcu spaceru. Dosłownie jak z książkowych opisów …. Cisza, a przez to wyraźny świegot piskląt dopełnia całości (włącz dźwięk przy odtwarzaniu filmu).

Do czasu … zjawia się hałaśliwy tercet rowerowy .. On, Ona, dziecię płci żeńskiej. Wdrapują się z okrzykami godnymi zdobywców Troi na szczyt wieży widokowej. Po krótkiej chwili On tonem znawcy oznajmia - wskazując na Wisłę w kierunku południowym - że tam jest morze. Po czym zgodnie stwierdzają, że wszyscy widzą je na horyzoncie. Skruszony, zszedłem jak niepyszny z wieży, bo cóż ja niemota będąc na wysokości Kwidzyna i patrząc na południe nijak tego morza dostrzec nie mogłem ….. może, to chodziło o jakieś inne morze niż nasz Bałtyk ….

Dotarłem do celu jestem przy obelisku na cześć Gottlieba Schmidta. Widać,  że miejsce choć dobrze oznaczone jest bardzo mało uczęszczane. Nie ma co dużo mówić, ale ten człowiek naprawdę dokonał rzeczy godnej upamiętnienia. Dzięki niemu powstały wały przeciwpowodziowe, które w trakcie katastrofalnej powodzi w roku 1888  skutecznie ochroniły okoliczne miejscowości. To co dzisiaj pozostało z obelisku jest tylko jego niewielką częścią. Obiekt został zdewastowany przez biwakujących w 1938 roku w okolicy, polskich elewów Szkoły Policyjnej. Widać “ktoś” nie mógł znieść pruskiego pochodzenia upamiętnionej osoby …. Jak widać, nawet blisko 100 lat temu podobnie jak dzisiaj górę nad rozsądkiem brały preferencje narodowo-polityczne …