Żeby nie było niedomówień. Nie chodzi o mebel ale o urokliwą osadę w Borach Tucholskich. Dawno, a raczej bardzo dawno temu byłem w tym miejscu na biwaku z Darkiem, a dzisiaj korzystając z zaproszenia tegoż Darka i jego żony Ani spędziłem w ich towarzystwie niezwykle przyjemne chwile gawędząc przy porannej kawie. Tak, tak, porannej, bo swoim zwyczajem wyruszyłem z domu "skoro świt" I zapewne nie pozwoliłem gospodarzom poleniuchować za długo w ten niedzielny poranek. Chwała im za wyrozumiałość i ciepłe przyjęcie 😀.
Do Skrzyni to kawałeczek drogi ode mnie jest. Żeby nie tracić czasu i mieć go więcej na szwędanie się po urokliwych zakątkach okolicy, hyc na autostradę. Nie ma co się rozpisywać - stopery w uszy, komin na usta i nos, manetka odkręcona i już … jestem prawie na miejscu. Ciekawostka że stacji paliw w Skórczu - tankuję i jak zwykle przy dystrybutorze płacę wprost z aplikacji. Zonk, człowiek uczy się całe życie poznając nowe trudne słowa. Aplikacja zakomunikowała "nalew wstrzymany". Tak, "nalew" … hmmm, zatem marsz do kasy. Tak jak wspomniałem wizyta u znajomych była dobrym początkiem dnia wałęsania się po starogardzko-kościerskim interiorze. Podziwiam jednak tubylców poruszających się po lokalnych drogach samochodami stosując przy tym dwie proste zasady: im starszy pojazd tym szybciej musi się poruszać i tym bardziej nie dotyczą go żadne prawa z prawami fizyki włącznie. Kamikadze. Rozumiem, są u siebie 😞.
W okolicach Starej Kiszewy zaaferował mnie kierunkowskaz "ruiny zamku krzyżackiego. Skręcam i … teren prywatny, ogrodzony, ale pojęcia nie mam który to konserwator zabytków zgodził się na takie "ratowanie" obiektu. Może i pomysł był zacny, ale chyba kasy nie wystarczyło, a taki "półprodukt" raczej martwi niż cieszy.
Ani się nie obejrzałem i już kontrolka rezerwy paliwa uroczo zamrugała … w sumie 280 km przyjemności. Niech mruga, stacja już za parę kilometrów … wytrzymam tę presję 😀.