To już chyba jakaś historyczna tradycja, że w weekend pogoda co do zasady nie rozpieszcza lub wręcz utrudnia realizację snutych przez cały tydzień planów spędzenia wolnego czasu. I tak też było tym razem - prognoza pogody była podszyta dreszczykiem emocji, czytaj - jedź, jedź a zobaczysz jak zmokniesz. Biorąc ją (pogodę) przez zaskoczenie ruszyłem w trasę z samego rana tak kombinując aby złapać okno pogodowe. Dzisiaj kierunek Malbork, a konkretnie regaty Smoczych Łodzi w ramach imprezy “Oblężenie Malborka”.
Byłem na tyle wcześnie, że kramy i całe podzamcze dopiero przygotowywało się do najazdu turystów. Skutkiem czego poranną kawę musiałem przesunąć nieco w czasie - jak dla mnie to tragedia poranka. Pomimo, że w Malborku byłem jakieś 20 lat temu, to zamczysko wciąż na swoim miejscu jak stało tak stoi, a głośno artykułowanym pragnieniem dzieci było wymuszenie na rodzicach zakupu “zestawu młodego knechta” lub “wdzianka księżniczki”. Tak niewiele się zmieniło od czasu gdy ja przymuszony zostałem do kupna dzieciom pamiątek z wycieczki. Oppps, przepraszam - jesteśmy o krok dalej. Jest możliwości płatności kartą 😀! Troszkę zeszło mi na zwiedzaniu najbliższej okolicy przystani w oczekiwaniu na start Smoczych Łodzi i doleciał mnie zapach parzonej kawy … skwapliwie udałem się wzdłuż zapachowej ścieki do kawopoju. Już po chwili dzierżąc parzący palce kubeczek z upragnionym napojem stałem na nabrzeżu obserwując przygotowania do startu. Niestety w praktyce okazało się, że zakupiony napój powstał chyba ze świeżo mielonych opon z kordem ….. brrrrr. Z rosnącym niepokojem patrzyłem w niebo, bo prognoza pogody zaczynała się ziszczać … będzie padać. Rozsądek rozpoczął walkę z ciekawością zobaczenia wyścigu łodzi na Nogacie - w końcu po to tu przyjechałem. Com widział na filmiku prezentuję .....
Jako, że ciekawość zwyciężyła więc koniec końców kara musiała jakaś być - deszcz złapał mnie jakieś 15 km od domu.