Czy ktoś z Was pamięta jakąś ciepłą majówkę w Polsce ? Mi jakoś żadna taka nie utkwiła w pamięci, a wręcz przeciwnie majówka kojarzy mi się raczej z przeszywającym chłodem i opadami deszczu. Chłód zdzierżę bo mam stosowne wdzianko motocyklowe, a deszcz w tym roku łaskawie nam odpuścił. Nic więc zatem nie stało na przeszkodzie aby realizować pomysły na poznawanie ciekawostek z tej bliższej dalszej okolicy. Inspiracją bieżącego wyjazdu był filmik z YouTub zacnego Pana Wojciecha Drewniaka Największy wróg Polaków? - Otto von Bismarck. Historia Bez Cenzury Prawda jak mało trzeba aby zaplanować wyjazd? Tym bardziej, że Warcino to około 130 km od domu 🙂. Jedziemy zatem w duecie z Andrzejem i mając na uwadze, optymalizację “pustych przelotów" w planie wycieczki pojawiły się jeszcze inne ciekawe punkty znajdujące się w zasięgu czasowym tego jednodniowego wypadu.
Co ciekawe i symptomatyczne, mauzoleum zostało zniszczone w latach 50-tych XX wieku co zapewne było jednym z elementów „odkręcania” historii tych ziem tak jak i zacierania pamięci o postaciach dawnych właścicieli tego majątku. Jest to tym bardziej prawdopodobne, bo chodziło przecież o najbliższą rodzinę kanclerza Ottona von Bismarck, który raczej do grona postaci historycznych wspierających narodowe aspiracje Polaków nie należał. W mauzoleum spoczęła m.in. żona kanclerza - Joanna z domu von Puttkamer. Po śmierci kanclerza, sarkofag z doczesnymi szczątkami Joanny sprowadzono do Niemiec do Friedrichsruhe niedaleko Hamburga, gdzie pochowano ją u boku męża. Bardzo tragicznie potoczyły się losy Sybille ostatniej dziedziczki majątku, żony zmarłego w 1901 roku syna Bismarcka, Wilhelma - popełniła ona samobójstwo w chwili gdy do Warcina zbliżały się radzieckie czołgi. Zapewne dynamika całej tej sytuacji spowodowała, że nikt nawet nie wykuł na nagrobku daty jej śmierci. Praktycznie nie rozmawiając oddalamy się z tego miejsca tak namacalnie obrazującego nicość doczesnych wartości i zasług.
Kierując się w stronę Technikum Leśnego znajdującego się w dawnej posiadłości rodziny von Bismarck, mijamy wspaniałe ponad 100 letnie daglezje zielone - wysmukłe, strzeliste aż po same niebo ….
Wprost z lasu przechodzimy na alejki parku pałacowego. I w tym miejscu pojawia się wspomniany wcześniej wspólny mianownik - wszystkie ławki jakie napotykamy są totalnie zdewastowane i pozbawione desek. Wyjątek stanowi tylko jedna znajdująca się kilkanaście metrów od posiadłości. Wydawałoby się, że bezpośrednia bliskość kształconych tutaj kadr leśnictwa zapewni przynajmniej podstawową opiekę nad parkiem i jego drzewostanem - nic bardziej mylnego. Wszędzie widać brak ręki gospodarza. Może gdy bujne listowie pokryje drzewa i krzewy te zaniedbania będą się po prostu mniej rzucały w oczy. Ten raczej ponury obraz ratuje fragment parku stanowiący centralną oś widokową stanowiącą trawiaste wzniesienie rozpoczynające się tuż za budynkiem głównym. Odnoszę wrażenia, że chyba z braku innego wyjścia znajdujące się w osi tego widoku "nagrobki" 14 psów Bismarcków zasłużyły na to aby zadbać o nie stawiają nawet stosowną tablicę informacyjną … Trudno mi nawet odnieść się do tej sytuacji mając świeżo w pamięci widok miejsca pochówku właścicieli tych psów.
Jest w posiadłości w Warcinie potencjał, świadczą o tym choćby grupki turystów zwiedzających park, zaglądających na pałacowy dziedziniec i … pytających się nas czy wiemy jak dojść do mauzoleum …
Ruszamy do kolejnego celu naszej wycieczki. Przed nami ruiny fabryki kamienia zbudowanej przez Niemców tuż przed II Wojną Światową w pobliżu miejscowości Gołogóra. Prawdopodobnie kruszono tu kamień polny do budowy dróg tzw. kocich łbów i umocnień militarnych. Nie rozpisuję się nad tematem - mam nadzieję, że poniższy klip odda bez słów industrialny i tajemniczy charakter tego obiektu.
Jadąc w kierunku trzeciego celu naszej dzisiejszej wycieczki czyli Pomorskiej Góry Piasku, nie mogłem się oprzeć aby nie zrobić sobie w Gołogórze sweet foci z miejscowym krokodylem.
Wspomniana Pomorska Góra Piasku w pobliżu Białego Boru to nic innego ogromna hałda 8 mln ton piasku pozostałego po wydobyciu kruszywa mineralnego. Zrobiła się z tego niezła atrakcja turystyczna i miejsce “ujeżdżania” quadów i motocrossów. Drapiąc się mozolnie na 65 metrowe wzniesienie w butach i kombinezonie motocyklowym omal nie wyzionąłem ducha. Podobno skafandry kosmonautów mają systemy podtrzymania życia … u mnie chyba nie zamontowali, albo padły akumulatory 😀! Ciekawe czy na Marsie będą podobne warunki? Jeżeli tak, to ochotników podziwiam. Jak już wpełzłem na szczyt wydało się, że wybraliśmy najbardziej strome podejście. …
Czas goni niemiłosiernie, ale zarówno my jak i nasze “wierzchowce” wymagały nawodnienia - oczywiście każdy gatunek odpowiednim rodzajem płynu. Tankujemy zatem w Białym Borze i po kilku minutach odpoczynku ruszamy do domów. Bieżący wypad nakręcił nam na koła około 400 km.