Dzisiejszy cel, to odkładana wielokrotnie wizyta w rezerwacie „Wąwozy Paraszyńskie”. Zawsze przejeżdżałem „tuż obok”, ale jak zwykle brakowało czasu aby zboczyć z głównej trasy. Korzystałem dzisiaj z motocykla Konrada czyli „wyprawowego” Benelli Leoncino. Nie wiem czy konstruktorzy mieli taki zamiar, ale jak dla mnie zainstalowany kufer już sam w sobie zachęca do wyjazdu.
Wbrew pozorom 250 ccm robi całkiem dobrą robotę - bez wysiłku utrzymuje prędkość podróżną w okolicach 100-ki, czyli jak dla mnie taką przy której wydaje mi się, że jeszcze panuję nad sytuacją … Po mieście też śmiga jak marzenie … zwinna bestia, bo to przecież jego główna destynacja 😀. Niestety jeden malutki cylinder to nie to samo co większa v-ka czy twin … czasami po prostu poszarpuje na niższych obrotach … Co tam technikalia najważniejsze, że fun z wycieczki był ! Bardzo fajne, ustronne miejsce. Ludzi praktycznie „0”, a widoki jakie czekają na piechura po osiągnięciu platformy widokowej warte były włożonego wysiłku w powolne człapanie w motocyklowych portkach i butach. Kurtkę zdjąłem już po kilkunastu metrach nauczony wcześniejszymi przygodami tego typu. Droga „na szczyt” rzeczywiście może chwilami sugerować, że jesteśmy gdzieś w górach - bardzo strome zbocza, głębokie jary … Znakiem tego Jelenia Góra (220,9 m n.p.m.) zdobyta! A przed nami kolejny tydzień za biurkiem z oczekiwaniem na kolejną „wyprawę” 😀.