Jakoś tak pogoda nie sprzyja moim wycieczkom na moto - a to istny żar z nieba, a to woda w rękawicach i butach … Wiem, wiem powiecie, że złej baletnicy to i rąbek u spódnicy … ale jak to kiedyś mądry człowiek powiedział, wycieczka na moto jest tak dobra jak dobra jest pogoda, a że ja jeżdżę typowo rekreacyjnie więc to uzasadnienie bardzo mi pasuje. Moja Małżonka mówi, mam wrodzone ADHD i nie usiedzę na miejscu, a dynamiczna pogoda zdyskwalifikowała dzisiejszy dzień na moto wycieczkę więc wdrażamy plan awaryjny.
Pochylam się nad ekranem z mapą Google, lekko powiększam obszar najbliższej okolicy i już jest zacny cel pieszej, leśnej wycieczki - pozostałości poniemieckiego lokalnego punktu dowodzenia z czasów II WŚ w Marszewie. Ok, może nie jest Nord Cap życia ale na pewno spacer w pięknych okolicznościach przyrody gwarantowany i to z slalomem między jednym opadem deszczu, a drugim. Tup, tup, tup … no jeszcze jedno tup i jesteśmy z Dagą na miejscu. Upływ czasu, przyroda i ludzie zrobili co jest naturalną koleją rzeczy dla tego typu pozostałości - niewiele pozostało, a to co jeszcze widać nie wzbudza zainteresowania ani tym bardziej podziwu. Ot trochę żelbetonowego gruzu w środku lasu. Idąc w to miejsce zdawałem sobie sprawę, że ze względu na stan techniczny obiektu jest on jedynie „usprawiedliwieniem” leśnego spaceru z Dagą. Dla zobrazowania stanu faktycznego parę fotek zamieszczam 😀.