niedziela, 9 czerwca 2024

Dywan

Stało się. Dywan zaliczony. Dla niewtajemniczonych - absolutnie nie chodzi o element dodatkowego wyposażenia mieszkania spoczywający na podłodze i będący siedliskiem roztoczy i kurzu, ale osadę leżącą w głębi lasu w okolicach Dziemian. Część ze znajomych pyta się skąd biorę miejscówki, które chcę zobaczyć w ramach swoich mikrowycieczek - odpowiadam zatem na forum: nie wiem 🙂. Czasami jakiś artykuł w necie, czasami jakiś wątek poruszany przez gadające głowy w TV, że o zupełnych przypadkach z przeglądania Google Maps wynikających nie wspomnę …

Ten wspomniany wcześniej Dywan “chodził” mi po głowie od dłuższego czasu, ale z przyczyn wielu ciągle coś stawało na przeszkodzie aby zobaczyć to miejsce na własne oczy. W końcu dzisiaj udało się - jest czas, jest ekipa, jest fun, jest cel ! Grzechem zaniechania byłoby nie wskoczyć na siodełko. Niejako w zgodzie z nową świecką tradycją spotykamy na Orlenie w Żukowie.Pogoda zdecydowanie nie zachęca - już przy starcie spod domu dostałem poranny pokropek, a po 10 km kląłem, że nie ubrałem pełnego kombinezonu i zamkniętego kasku. No cóż, ale  byłem za to stylowy …. Wspomniany wyżej Orlen poratował ciepłą herbatą pitą w oczekiwaniu na Kolegów. Rumaki również oktanami zatankowane. Zatem już nic nas nie zatrzyma.


Jak zwykle GPS, nieco się pogubił na tych leśnych dróżkach Kaszub, ale koniec końców jesteśmy na miejscu. Tak jak pisali jest faktycznie UROKLIWIE, ale nie jest to zdecydowanie miejsce zapomniane przez Boga i ludzi oraz czekające na odkrycie. Nie zmienia to jednak faktu, że jest UROKLIWIE.
Stary młyn przerobiony na agroturystykę, mała sezonowa kawiarenka/restauracyjka - dobrze, że znaleźli się ludzie z pomysłem i zaparciem aby zrealizować ten pomysł. Zapewne pomysł na życie. Ruch jest naprawdę spory.






Zaraz za osadą skręcamy w leśny, lekko błotnisty dukt leśny i dojeżdżamy do celu - pole biwakowe i cel bardziej przyziemny czyli drugie śniadanko i kawka. Jest w sumie zimno jak cholera, a uczucie chłodu potęguje paskudny, silny wiatr. Kolejne zaskoczenie - pole namiotowe obłożone tak na 75%. W sumie też trudno się dziwić - dobry dojazd, czyste jezioro, wiaty, TOY-ka ....





Nic to, kawa/herbata podana, wypita, kanapki zjedzone, tematy służbowe i niesłużbowe oraz wolne wnioski częściowo przegadane. Najważniejsze, że mamy dogadany plan drogi powrotnej. Jak to z mikrowycieczkami bywa czas mamy ograniczony - uzgodniliśmy z naszymi lepszymi połowami, że na obiad wrócimy. I tak też się stało. Jest zatem szansa, że będzie odgórna promesa domowa na kolejny wyjazd 🙂