Stare przysłowie mówi, że kto rano wstaje …. Na temat dawania nie ma co mówić, bo jak sobie nie załatwisz sam, to raczej z nieba nie spadnie. Wczorajsze “studiowane” prognoz pogody przyniosło efektywną decyzję - w sobotę wieczorem na rower (słabo wieje, rozsądna temperatura), a w niedzielę z rana na moto ( do południa wiatr się będzie rozkręcał, a po południu burza i afrykańskie temperatury.
Jak postanowione tak zrealizowane. Wieczorne “kółko rowerowe” wykręciło 30 km i banan na twarzy zaliczony. Z niedzielą to już było mały kwas, bo to wspomniane wyżej rano, naprawdę musiało być rano - rano czyli najpóźniej o 06:15. Nastawiając budzik, biłem się z myślami, ale wrodzony pragmatyzm odwołał mnie do badań wszędzie cytowanych tzw. “amerykańskich naukowców”, którzy rzekomo stwierdzili, że nie należy odsypiać zaległości w weekend, bo wtedy tracimy rytm dobowy …. nie wiem na jakiej próbie badawczej była prowadzona ta analiza i jaką przyjęto metodologię, przekonało mnie to jednak na tyle, że uwierzyłem i jednak wstałem.
W sumie wyjazd króciutki - razem wszystkiego łącznie około 60 km - ale chodziło po prostu o złapanie chwili na w lesie tuż na skraju Zatoki na dzikiej plaży gdzieś pod Błądzikowem. Mogę jednak autorytatywnie stwierdzić, że dzikich plaż już nie ma i ludziska dojadą wszędzie omijając wszelkie postawione na ścieżce dojazdowej szlabany i potrafią zaparkować bezpośrednio na plaży nic sobie nie robiąc z ewidentnego nie tylko naruszenia prawa, ale nawet ze zwykłej przyzwoitości. Jako, że starej już daty się robię, więc na zakazy i tablice informacyjne zwracam uwagę, a podstawową zasadą jaką przyjmuję jest ta, że w lesie jestem gościem i z należytym szacunkiem Matkę Przyrodę traktuję.
Jest sezon więc spodziewałem się, że nie będę sam ale całe szczęście teren jest dość rozległy i dwa odpowiednie drzewa w optymalnej odległości od siebie rosnąca znalazły się bez trudu i to przy zachowaniu całkiem sporej “strefy demarkacyjnej” od najbliższych sąsiadów. Serce radowało to, że w sumie młodzież, a naprawdę z poszanowaniem wszelkich norm dziki biwaczek na jedną nockę zrobiła - nawet specjalny woreczek na śmieci posiadali, a i potencjalny patrol leśny zapewne tylko by na pouczeniu poprzestał, bo już wcześniej "rozszarpałby" właściciela tego busa co to parking na plaży sobie zrobił. Jako się rzekło na chwilkę jeno wpadłem, kawkę wypić i kilkanaście minut pokontemplować świergot ptaków, szum wiatru i plusk fal w hamaku się bujając.
Jak to dobrze, że jeszcze mogę i jeszcze mi się chce takie mikro wypady robić. Lekko zasiarczone już akumulatory podładowałem 🙂!