Ostatnie chwile tegorocznego urlopu. Jak to zwykle bywa trochę się “pozakręcało” w planach i trzeba było przygotować plan awaryjny, żeby choć kilka godzin spędzić (no może trochę górnolotnie) poza cywilizacją. Nie ma co wymyślać jadę do Słowińskiego Parku Narodowego - stosunkowo blisko, pogoda sprzyja, a ja bardzo lubię te tereny. Byłem tam wielokrotnie na rowerze i zawsze miałem taki niedosyt, że za szybko, za pobieżnie …. Może zatem więc dzisiaj tak typowo tylko “z buta”. Mam w sumie jeden dzień więc plan jest taki - hop na motocykl, manetkę odkręcić i w rozsądne 2,5 godziny jestem na miejscu czyli w Smołdzińskim Lesie na ulubionym polu namiotowym “U Jadzi”. Tam rozkładam mini obozowisko, aby po powrocie umyć się, coś zjeść na ciepło i odpocząć przed powrotną drogą.Wymyśliło się ? Czas zatem działać - ruszam kilkanaście minut przed siódmą rano.