Jakieś pozostałości tegorocznego limitu urlopowego jeszcze mam. Pogoda sprzyja, tematy służbowe podgarnięte, a te nie podgarnięte mogą chwilę poczekać więc myśl złota kiełkuje z motocyklem w roli głównej. Kierunek j. Choczewskie miejsce parkingowe od strony Starbienina jakże dobrze znane wszystkim tym, którzy na obozy swego czasu tutaj jeździli.
Taką nieomal świecką tradycją stało się, że co roku odwiedzam to miejsce, bo po prostu lubię klimat tego miejsca W sezonie, a szczególnie w weekendy nie ma po co tutaj przyjeżdżać, bo ludzie okupują każdy skrawek wolnego miejsca, a raz nawet zdarzyło się, że miałem trudności z zaparkowaniem motocykla - horror. Dzisiaj cisza, spokój jeżeli nie liczyć jednego wędkarza na łódce kilkadziesiąt metrów od brzegu. Musiał on już dość długo moczyć żyłkę, bo po chwili zaczął płynąć w kierunku brzegu zwijając swój ekwipunek. Moje zdziwienie weszło na wyższy poziom gdy zobaczyłem, że wędkarz ten cały czas ma na uszach słuchawki i gdy już wychodził na brzeg, to wyraźnie słyszałem jakiej muzyki słucha …. Już po chwili jednak odjechał i pozostał jedynie lekki syk szum palnika na którym gotowałem wodę na przedpołudniową kawę oraz “cykanie” blach stygnących wydechów motocykla. Cisza lasu, zero wiatru, słoneczko, błękit wody i nieba wspaniale komponowały się z zapachem unoszącym nad kubkiem mojego ulubionego napoju.